Udanie rozpoczęli 2018 rok podopieczni Łukasza Żebrowskiego. We własnej hali pokonali AZS UŚ Katowice 4:2.

Mimo wygranej, nie można powiedzieć, że był to łatwy mecz dla Pomarańczowo-Czarnych, w drugiej części spotkania, goście kilkukrotnie postraszyli FC.

Mecz zaczął się od przejęcia inicjatywy przez gospodarzy, którzy raz po raz próbowali pokonać stojącego w bramce katowiczan, Mateusz Bednarczyka. Groźnie pod bramką AZS-u stało się po strzale Michała Wojciechowskiego, jednak piłka po jego strzela przeszła równolegle do bramki, a na długim słupku zabrakło osoby do zamknięcia akcji.

W szóstej minucie wynik spotkania został otwarty, a dokonał tego debiutujący w barwach gospodarzy Mateusz Cyman. „Dziki” w kontrataku, po rajdzie bokiem boiska z ostrego kąta umieścił piłkę w siatce, było to dla niego 11 trafienie w tym sezonie, a pierwsze dla nowej drużyny. Niecałe dwie minuty później mogło być 2:0, jednak w znakomitej sytuacji fatalnie pomylił się Marcin Mikołajewicz.

SKF 4734

To co Mikiemu nie udało się w siódmej minucie, udało się w 16 minucie. Akademicy bili rzut wolny na naszej połowie, po faulu Michała Wojciechowskiego, jednak piłka zamiast trafić do siatki trafiła pod nogi Tomasza Kriezela który popędził z nią na bramkę katowiczan, a w decydującym momencie podał ją do Mikołajewicza który pewnym strzałem pokonał Bednarczyka.

Na zaledwie 40 sekund przed zakończeniem pierwszej części spotkania, w meczowym protokole ponownie zapisał się Mikołajewicz który drugi raz tego dnia pokonał golkipera drużyny przyjezdnej. Kapitan naszego zespołu wykorzystał zamieszanie, zgarnął piłkę od Marcina Mrówczyńskiego i mocnym strzałem posłał piłkę w kierunku bramki, ta jeszcze odbiła się od słupka i wpadła do siatki.

Pierwsze minuty drugiej części spotkania nie różniły się od pierwszych 20 minut, Bednarczyka w bramce zamienił Kamil Lasik, dla którego był to debiut w barwach katowickiego AZS-u. W 28 minucie wpadła czwarta bramka dla torunian, tu słowa uznania należą się Remigiuszowi Spychalskiemu, który w fantastyczny sposób wyprowadził piłkę z własnej połowy, podał ją do Mrówczyńskiego, ten wbił futbolówkę na aferę, w pole karne, gdzie odbiła się od Krzysztofa Salisza i wpadła do bramki zaskoczonego Lasika.

SKF 4966

Po tym wydarzeniu, trener Machura musiał zaryzykować i postawić na wariant gry z wycofanym bramkarzem. Opłaciło mu się to po niespełna 40 sekundach gry w przewadze, gdy katowiczanie zamknęli graczy FC na ich połowie. Piłka trafiła na 11 metr gdzie stał Daniel Wojtyna który mocnym, płaskim strzałem pokonał Nicolae Neagu. Po tej akcji obraz gry zmienił się i to goście coraz częściej stwarzali groźne sytuacje.

W 36 minucie, nadzieję na odratowanie wyniku wlał w serca katowiczan Kamil Musiał, zdobywając bramkę na 2:4. Prowodyrem całej sytuacji ponownie był Wojtyna, który mocnym strzałem zza pola karnego starał się zaskoczyć mołdawskiego golkipera FC, ten jednak strzał obronił, ale piłkę wypluł na tyle niefortunnie, że Musiał nie miał większego problemu na dobicie jej do siatki.

Jeszcze w końcówce spotkania, katowiczanie mieli swoje sytuacje, jednak na wysokości zadania stanął Neagu, który tego dnia rozgrywał znakomite zawody. Piłkarze Łukasza Żebrowskiego z kolei ograniczyli się do prób, umieszczenia piłki w niestrzeżonej bramce strzałem z dystansu, jednak i tutaj brakowało skuteczności najpierw Mikołajewiczowi, a potem Kriezelowi. Sobotnia wygrana pozwoliła naszemu zespołowi na zachowanie 1-punktowego dystansu do zespołu Gatty, a przypomnijmy, że już w najbliższy piątek, Pomarańczowo-Czarni udadzą się Zduńskiej Woli, także będzie to mecz o drugiej miejsce w tabeli, a emocji z pewnością nie zabraknie!

FC Toruń – AZS UŚ Katowice 4:2 (3:0). 1:0 M. Cyman (5.06), 2:0 M. Mikołajewicz (15.47), 3:0 M. Mikołajewicz (19.21), 4:0 K. Salisz (s) (27.48), 4:1 D. Wojtyna (29.57), 4:2 K. Musiał (35.31).

FC: Neagu – Wojciechowski, Mikołajewicz, Kriezel, Elsner; Naparło, Domański, Kieper, Morozov, Czyszek, Waszak, Spychalski, Cyman, Mrówczyński