Zwycięstwem Pomarańczowo-Czarnych 3:2, zakończyło się spotkanie XIV kolejki Futsal Ekstraklasy w którym FC zmierzyło się z Red Dragons Pniewy.

Dzięki temu zwycięstwu i porażce Gatty w Gliwicach, podopieczni Łukasza Żebrowskiego zbliżyli się na punkt do drugiego miejsca.

Z pewnością to co można powiedzieć o meczu to nie to, że był widowiskowy, obie drużyny postawiły bardziej na futsal taktyczny, który od zespołów wymaga więcej uwagi i koncentracji aczkolwiek dla widza jest mniej przyjemny dla oka, zresztą w pomeczowych wypowiedziach sam Łukasz Żebrowski przyznał, że mecz mógł się wydawać spokojny.

W pierwszej części spotkania, to gospodarze mieli więcej okazji aby napocząć bramkę strzeżoną przez Jakuba Budycha. Pomarańczowo-Czarnym ta sztuka udała się w 8 minucie spotkania i to za sprawą kapitana zespołu, Marcina Mikołajewicza który z zabójczą precyzją dobił strzał Tomasza Kriezela. W 14 minucie, doskonałą okazję na podwyższenie prowadzenia miał Sylwester Kieper który jednak nie trafił czysto w piłkę.

SKF 4270

Niewykorzystane sytuacje się mszczą i tak było w tym przypadku, gdzie niespełna dwie minuty po kiksie Kiepera, Red Dragons doprowadzili do remisu, a na listę strzelców wpisał się nowy „Czerwonym Smok”, Roman Vakhula. Ukrainiec wykorzystał podanie od Oskara Stankowiaka i mocnym uderzeniem pokonał Nicolae Neagu. Gdy pniewianom wydawać się mogło, że do szatni zejdą z wynikiem remisowym, do głosu ponownie doszedł Mikołajewicz który wykorzystał świetne podanie Wojciechowskiego i zapisał na swoim koncie 23 trafienie w tym sezonie.

Druga połowa spotkania była prowadzona w zdecydowanie żwawszym tempie, widowiskowych akcji wciąż było jak na lekarstwo. Obraz gry nie różnił się znacząco od pierwszych dwudziestu minut, to wciąż nasi zawodnicy mieli optyczną przewagę, ale tylko wtedy kiedy goście doszli do piłki od razu tworzyli groźne sytuacje.

SKF 4353

Strzelanie w drugiej połowie rozpoczął Elsner, który w 25 minucie został idealnie obsłużony przez Cymana który dogrywał do niego piętką i popularny Pyda mógł się cieszyć z 5 bramki w tym sezonie. Strzelanie zaczął Elsner, a zakończył Solecki, 5 minut później. W 30 minucie reprezentant Polski znalazł się w sytuacji sam na sam z Neagu i to ten pierwszy był górą w tym pojedynku.

Spotkanie z pewnością nie było z serii tych o których toruńscy kibicie będą opowiadać przez długie lata, ale takie mecze też trzeba wygrywać, co więcej w finalnym rozrachunku to tego typu mecze są najcięższe. Nas cieszą trzy punkty, to że udało nam się zmniejszyć dystans do drugiej lokaty. Red Dragons z pewnością jeszcze nie jednemu zespołowi krwi napsują i nie jedne punkty wywiozą z teoretycznie „trudnych terenów”.

Ale o meczu z Pniewianami już zapominamy i szykujemy się do kolejnego meczu, tym razem będzie to pojedynek wagi ciężkiej. Do Torunia przyjeżdża lider rozgrywek, Rekord Bielsko-Biała który jeszcze w tym sezonie smaku porażki nie zaznał, jak będzie w hali UCS? O tym przekonamy się już 5 marca!