Rozmowa ze szkoleniowcem FC Toruń Łukaszem Żebrowskim.

-Panie trenerze zacznę od mniej przyjemnych spraw. Dwóch Pana zawodników nie dokończyło dzisiejszego(wtorek) treningu. Czy są powody do obaw?

-Marcin Mikołajewicz generalnie ma problemy z kostką od jakiegoś czasu. To nie jest uraz od dziś. Bardziej dostał dziś wolne aby tego sobie nie pogłębić i spokojnie dojść do pełnej sprawności. Tomek Kriezel w trakcie treningu poczuł lekki ból stopy ale to nic szczególnego. Musimy trochę chuchać i dmuchać na naszych zawodników. Tego typu bóle raczej wynikają z przeciążeń w tym miejscu. Tomek dostał wolne i będziemy się przyglądać co się dalej będzie z tym urazem działo. Na pewno nie jest to żadna poważna kontuzja.

-Wygrana w Gliwicach cieszy ale pewnie macie także materiał do analizy. Biorąc pod uwagę przebieg spotkania, mogło ono potoczyć się mniej korzystnie.

-Oczywiście. Dalej twierdzę, że w naszym zespole tkwią spore rezerwy. Punkty cieszą a nasza gra jest na pewno lepsza niż kilka kolejek temu. Jestem jednak przekonany, że czeka nas dalszy progres. Cieszy to, że gromadzimy te punkty. Piast stworzył kilka sytuacji ale to My jesteśmy ostatnio zabójczo skuteczni. Jesteśmy także maksymalnie skoncentrowani na defensywie. Jestem fanem widowiskowej gry w futsal i tego widowiska jeszcze w naszej grze mi brakuje. Myślę jednak, że jest to tylko kwestia czasu. Jest wiele dobrych aspektów w naszej grze ale i gołym okiem widać, że FC się rozkręca.

-To była słodka zemsta za porażkę w ostatnim meczu poprzedniego sezonu?

-Nie patrzę na to w ten sposób. Dla mnie to zwykła sportowa rywalizacja. Był to kolejny mecz ligowy, który powinniśmy wygrać. Dla mnie był to kolejny mały cel do zdobycia na drodze po najwyższe cele w Futsal Ekstraklasie. W ogóle nie zaprzątałem sobie głowy meczem, który przegraliśmy w ostatniej kolejce poprzedniego sezonu. Gdy patrzę na kolejnego rywala to nie myślę o przeszłości ale skupiam się na tym co czeka nas na parkiecie.

-Przynajmniej do najbliższego piątku jesteście liderem Futsal Ekstraklasy. Ma to dla Was jakiekolwiek znaczenie?

-Cieszmy się chwilą. Trzeba radować się z takich momentów. To jest fajne dla mediów, dla całej otoczki i naszych kibiców. Dla nas oczywiście także. Trzeba już jednak myśleć o kolejnym przeciwniku bo przy ewentualnej porażce pozycja lidera może być już tylko wspomnieniem. Fajnie być liderem i mam nadzieję, że zagościmy na tej pozycji na dłużej. Teraz cieszymy się, że zagramy kolejny mecz w hali, w której trenujemy. Po ostatnich zwycięstwach chcemy z dobrej strony zaprezentować się naszym kibicom. Przyjeżdża do nas ciekawy zespół, który zdobywa sporo punktów w tym sezonie. W sobotę czeka nas bardzo fajny mecz.

-Nicolae Neagu swoją dyspozycją w tym sezonie pokazuje, że jakiekolwiek dyskusje o spadku jego formy w związku z pracą trenera w Elanie Toruń nie mają sensu. Według Pana nasz bramkarz pokazał, że potrafi łączyć te obowiązki?

-Myślę, że Nicolae Neagu znalazł się w takim punkcie swojej sportowej kariery, że chyba takie codzienne trenowanie na hali mu nie służy. Wiadomo, że wiąże się to z mikro urazami i mnóstwem innych spraw. To, że „kola” rzadziej z nami jest sprawia, że widzę w nim głód gry. Jemu sprawia radość każda interwencja. Każdy trening go cieszy. Rzeczywiście na pewnym etapie kariery, intensywność treningów nie jest kluczowa. Bardzo ważna jest świeżość fizyczna i psychiczna. W tym sezonie Nicolae bardzo nam pomaga. 

Rozmawiała Milena Kurzepa