Jeszcze kilka godzin przed meczem z AZS-em Uniwersytet Śląski Katowice występ Marcina Mrówczyńskiego stał pod dużym znakiem zapytania. Ostatecznie popularny „Mrówa” znalazł się w wyjściowym składzie FC KJ i pokazał, że po problemach zdrowotnych nie ma już śladu.

Pierwszy w tym sezonie pojedynek w Arenie Toruń lepiej rozpoczęli Katowiczanie. Już w 3 minucie prowadzenie gościom dał Jakub Jochymek. Akademicy od pierwszej minuty meczu realizowali konsekwentnie swoją taktykę polegającą na oddaniu inicjatywy gospodarzom i czekaniu na okazję do kontrataku. Taka taktyka okazywała się skuteczna. Gospodarze długo szukali wyrównującej bramki. Wreszcie w szesnastej minucie po bardzo ładnej indywidualnej akcji do siatki Katowiczan trafił wspomniany Mrówczyński. Ciesząc się ze zdobytej bramki torunianin zakomunikował kibicom, że wkrótce zostanie ojcem. Niestety torunianie cieszyli się z prowadzenia kilkadziesiąt sekund. Kolejny szybko wyprowadzony cios zadał Kamil Musiał. Po 20 minutach Katowiczanie prowadzili 2:1.

W 34 minucie spotkania stalowe nerwy zachował Krzysztof Elsner. Za zagranie ręką w pobliżu bramki arbiter podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Elsner i precyzyjnym uderzeniem pokonał Kamila Lasika. Dwie minuty później decydujący cios zadał Mateusz Waszak. Torunianin zachował się bardzo przytomnie w podbramkowym zamieszaniu i strzałem czubkiem buta umieścił piłkę pod poprzeczką. Po straconej bramce goście wycofali bramkarza ale gospodarze broniąc się bardzo mądrze utrzymali korzystny wynik do końcowej syreny.

FC KJ Toruń – AZS UŚ Katowice 3:2(1:2)

F.C. Toruń