Rozmowa z Krzysztofem Elsnerem, który wraz z reprezentacją Polski w futbolu sześcioosobowym wywalczył wicemistrzostwo świata.

-Krzysztofie pozwolę sobie zacząć od początku. Komentując poprzedni mecz FC Toruń na antenie telewizji, prezes klubu Patryk Stasiuk wspominał, że możliwość wyjazdu na mistrzostwa zagwarantowałeś sobie już w trakcie kontraktowych rozmów. Tak bardzo zależało Ci na udziale w turnieju w Portugalii?

-Gdybym nie dostał tego pozwolenia prawdopodobnie by mnie tu nie było. Dla mnie te mistrzostwa, to wspaniała impreza i wspaniałe przeżycie. Gra na orliku jest dla mnie bardzo ważna. Przygotowuje się w ten sposób do sezonu, spędzam na takim boisku czas także po jego zakończeniu. To wszystko ma dla mnie wielkie znaczenie.

-Miałeś okazję spotkać Marka Clattenburga, który sędziował najważniejsze mecze piłkarskie na świecie. Teraz był arbitrem pojedynków z Twoim udziałem. Jak to wspominasz?

-Mieliśmy okazję się trochę pośmiać z Markiem Clattenburgiem podczas finałowego meczu. Fajna osoba i fajnie, że nie pokazał mi żółtej kartki w finale gdy wydawało się, że była taka możliwość. Stadion powstał na głównym placu w Lizbonie. Miał pojemność 2 tysięcy miejsc. Gdy trybuny wypełniły się niemal w całości podczas decydujących spotkań, granie było czymś wyjątkowym. Oczywiście były pewne niedociągnięcia związane z tym, że ten tymczasowy obiekt powstał tylko na potrzeby tygodniowej imprezy. Infrastruktura była ograniczona. Zdobyliśmy jednak wicemistrzostwo świata i to jest najważniejsze.

-Lizbona to miejsce, do którego chciałbyś wrócić?

-Przede wszystkim pojechałbym zwiedzić to miasto. W trakcie turnieju byłem skupiony na graniu w piłkę i nie było czasu aby pochodzić po Lizbonie. Było organizowane zwiedzanie stadionu Benfiki ale jako, że na drugi dzień grałem mecz to zrezygnowałem z tej możliwości. Zwiedziliśmy 3-4 miejsca, które znajdowały się najbliżej stadionu. 

-Jak oceniasz poziom tego turnieju?

-Były ekipy mocne, były ekipy średnie i były także ekipy słabe. W grupie mieliśmy dwa takie zespoły, które miałyby problem z utrzymaniem się w rozgrywkach Futbol-Areny lub TLSP. Byliśmy na pewno jedną z najmocniejszych ekip i nasz końcowy wynik to żadna niespodzianka. Oprócz nas 7-8 zespołów dysponowało podobnym potencjałem i mogło powalczyć o medal.

-Wiem, że zawsze stawiasz sobie ambitne cele. W związku z tym jak oceniasz to wicemistrzostwo świata. Sukces czy niedosyt?

-Pierwszy raz po takim turnieju nie byłem zły, zdenerwowany. Byłem zadowolony. Wynikało to z przekonania o tym, że byliśmy lepszym zespołem. Dość powiedzieć, że drużyna z Niemiec zrobiła nam szpaler. Rywale przyznawali, że mieli szczęście bo byliśmy od nich lepsi. Mój spokój wynika także z tego, że brak złota to dodatkowa motywacja do walki za rok o mistrzostwo. Gdybyśmy turniej wygrali tej motywacji mogłoby już brakować.

-Sam napisałeś po turnieju, że nie był to najlepszy występ w Twoim wykonaniu. Z drugiej strony obudziłeś się w najlepszym momencie.

-Na pewno nie był to mój turniej. Nie chcę szukać alibi ale pamiętajmy, że przez ostatnie dwa miesiące głównie leczyłem kontuzję i miałem kilka jednostek treningowych. Wiedziałem, że to nie będzie mój czas. Cieszyłem się jednak, że mimo mojej słabszej gry zespół gra dobrze. W meczach grupowych było słabo ale i motywacja była wtedy na niskim poziomie. W pojedynku z Chorwacją było lepiej ale to jeszcze nie było to. Z Anglią było już dużo lepiej. Półfinałowe starcie z gospodarzami zakończyłem natomiast z dwiema asystami. Z Niemcami zabrało nam skuteczności.

-Półfinałowa wygrana z Portugalią smakowała wyjątkowo? W końcu utarliście nosa gospodarzom.

-Wsparcie kibiców może nie było aż tak wielkie. Mecz rozgrywany był bowiem o godzinie 14 kiedy większość była jeszcze w pracy lub szkole. Moim zdaniem gospodarze mogli jednak liczyć na wsparcie arbitrów. Sędziowie według mnie grali w zielonych koszulkach. To był skandal. Przynajmniej siedem decyzji było bardzo kontrowersyjnych. Na szczęście po zakończeniu meczu mogliśmy życzyć portugalczykom powodzenia w pojedynku o trzecie miejsce.

-Czuliście wsparcie kibiców? W polskim internecie bardzo wiele mówiło się o Waszym występie.

-Wsparcie było duże nawet na miejscu w Lizbonie. Spotykaliśmy tam bardzo wielu rodaków. Gdy szliśmy w reprezentacyjnych strojach każdy nas zagadywał i pytał co my tu robimy. Zapraszaliśmy na nasze mecze i szczerze mówiąc na finałowym pojedynku na trybunach było z 200 kibiców z Polski. To wsparcie bardzo nam pomagało. Było też wiele miłych informacji z Polski, z Torunia, od rodziny, także od rodziny Dynamika Toruń. Wszyscy pisali, wspierali i gratulowali. Każdą wiadomość czytało się z uśmiechem. Fajnie jest także teraz po powrocie do Torunia. Wiele gratulacji, przybijania piątek i rozmów. To jest bardzo mobilizujące.